niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 5.

   - No i co? – zaśmiałam się nerwowo. – Masz zamiar trzymać mnie tu w swoim domu, dopóki wszystko się nie skończy? Może jeszcze zabronisz mi chodzić do szkoły? Albo może jeszcze nie pozwolisz tańczyć? A może…
   - Zamknij się w końcu! – krzyknął zdenerwowany Luke i uderzył pięścią w drewniane biurko. – Do wakacji będziesz pod moim nadzorem. Potem pojedziesz ze mną na całe dwa miesiące do Sydney i…
   - Chyba sobie żartujesz! – przerwałam mu. – Mam inne plany na wakacje, także daruj sobie. Poza tym nie mam zamiaru jechać gdzieś z kimś, kogo w ogóle nie znam!
   - Plany zawsze możesz zmienić. – podszedł do mnie.
   - Nie mam ochoty z tobą dłużej przebywać. – powiedziałam szybko i wstałam z łóżka, na którym siedziałam i wyszłam z pokoju.
   - Jeśli ci się uda, to proszę bardzo. – usłyszałam na odchodne.
   Nie miałam zamiaru mieszać się w sprawy jakiejś mafii, czy jakkolwiek można to było nazwać. Chciałam mieć tylko święty spokój, którego od dłuższego czasu nie mogłam zaznać ze względu na ciągłe problemy. Były one związane głównie ze szkołą i tańcem, ale rzadko kiedy komuś o tym mówiłam.
   Zeszłam po schodach na dół. Od razu znalazłam się naprzeciw drzwi wejściowych. Nacisnęłam klamkę z nadzieją, że tym razem będą otwarte, ale bez zmian. Usiadłam na drugim stopniu zastanawiając się, co zrobić. Zostałam porwana przez jakiegoś psychopatę, który próbuje mi jeszcze wmówić, że zostałam, czyimś celem. No po prostu śmieszne.
   W pewnym momencie usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w zamku po drugiej stronie. Powoli wstałam i ujrzałam przed sobą… Luke’a?! Niemożliwe! Przecież on nigdzie nie wychodził.
   - Jak ty stąd wyszedłeś?! – zapytałam zszokowana.
   - Normalnie? Znamy się? – chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę.
   - Przecież byłeś u mnie na treningu, wtedy się poznaliśmy…
   - Zaraz, zaraz… - chłopak mi przerwał. – pomyliłaś mnie z Lukiem, jestem jego bratem. Jai, miło mi. – podszedł bliżej wyciągając rękę w moim kierunku.
   - Kate… - przedstawiłam się trochę speszona. Przecież obaj byli identyczni. – przepraszam za moją reakcję…
   - Nie przepraszaj! – uśmiechnął się. – Więc, co…
   - Wiesz co? Ja to może już pójdę. Miło było mi Cię poznać, Jai. – powiedziałam na jednym oddechu i szybkim krokiem wyszłam z budynku.
   W końcu udało mi się wydostać z tego cholernego domu. Przebiegło mi nawet przez myśl, że mogę być jakaś felerna i dlatego zdarzają mi się rzeczy rodem z filmu. Było widno, więc szłam sobie spokojnie w kierunku mojego domu.
   - Kate, witaj. – usłyszałam. Przede mną stał jakiś mężczyzna. Był cały ubrany na czarno.
   - My się chyba nie znamy. – stwierdziłam chcąc go wyminąć, jednak ten złapał mnie za przegub i zaczął mnie ciągnąć za sobą, jak bym nic nie ważyła. – Ej, ej, nie pozwalaj sobie na zbyt wiele, idioto!
   Chciałam się wyrwać, lecz bez skutki. Facet był, jest i zawsze będzie silniejszy od kobiety.
   - Jeszcze raz nazwiesz mnie idiotą, a odstrzelę ci łeb. – ostrzegł mnie i pokazał mi broń, którą trzymał w drugiej dłoni. W tym momencie zaczęłam się naprawdę bać i uwierzyłam w słowa Luke’a. Jednak było już za późno…
   - James! – usłyszałam znajomy mi głos. To był głos Luke’a. – Zostaw ją w spokoju, nic ci nie zrobiła.
   - Ty? – zaśmiał się najprawdopodobniej James. Puścił mnie i podszedł do Luke’a. – Jesteś śmieszny, chłopcze.
   - Przestań pierdolić i dorośnij. – odgryzł się brunet i popchnął go.
   Ja natomiast stwierdziłam, że nie będę patrzeć się na to, jak jacyś dwaj faceci, których zupełnie nie znam, biją się i zaczęłam się powoli wycofywać pobiegłam w kierunku mojego domu. Chwilę później usłyszałam strzał, ale modliłam się w duchu, by Luke’owi nic się nie stało.
   Po kilku minutach byłam już w domu, ale mimo wszystko nie czułam się zbyt bezpiecznie. W domu nikogo nie było, więc na razie miałam spokój od dziwnych pytań. Nie zdążyłam jeszcze zdjąć butów, a już usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam, a moim oczom ukazał się szanowny pan Luke… jakiś tam.
   - Jeszcze coś? – zapytałam, a po chwili zauważyłam, że chłopakowi leci krew z rozciętej wargi. – O mój Boże, co ty zrobiłeś?! Co ten chłopak ci zrobił?!
   - Jeszcze raz odwalisz taki numer, to będzie źle nie tylko ze mną, a i z tobą. – powiedział spokojnie.
   - Wejdź. – zaprosiłam go do środka. Gdy nie ruszył się z miejsca, pociągnęłam go za rękaw koszulki. – Chodź, muszę ci opatrzyć tą ranę.
   Weszliśmy po schodach do mojego pokoju. Poleciłam chłopakowi, by usiadł na łóżku i poszłam do łazienki po wodę utlenioną i watę. Po chwili wróciłam do pokoju. Luke wciąż siedział w tym samym miejscu.
   - No dobra. – zaczęłam, podchodząc do niego. – Pokaż mi to.
   Chłopak spojrzał się na mnie, a ja namoczyłam kawałek waty wodą utlenioną. Mimo że ostrzegłam go, że może trochę szczypać, on i tak syknął z bólu. Wcale mnie to nie zdziwiło, gdyż, miał naprawdę nieźle rozciętą wargę.

 _
No to mamy następny rozdział. Mam nadzieję, że się Wam podoba! Dziękuję za tyle miłych komentarzy, to znaczy dla mnie naprawdę wiele!
Następny rozdział powinien pojawić się na przełomie stycznia i lutego, więc tak naprawdę niedługo. Mam nadzieję, że się doczekacie. 
Jeśli chcecie, bym Was powiadamiała, piszcie do mnie na tt: @decisiontaken 
Kocham Was, do następnego <3